| „Atrament dla leworęcznych” |
|
|
|
| Poniedziałek, 15 Lutego 2010 12:18 | ||
|
Reżyseria: Krzysztof Niedźwiedzki
„Atrament dla leworęcznych" w reżyserii Krzysztofa Niedźwiedzkiego i w wykonaniu Teatru KTO z Krakowa - sztuka, która wchodzi pod płaszczyk codzienności, by wzbudzić refleksję nad jej niezwykłością.
O czym to jest? No właśnie, czy ktoś mógłby mi udzielić jakiejkolwiek podpowiedzi? Pytania ciągiem i szeregiem układają się nie chronologicznie i bez jakiegokolwiek jasno lub mniej jasno sprecyzowanego klucza - w głowie. Ponoć życie jest teatrem, a teatr jest sztuką. Tutaj sztuka jest cyrkiem, i to jeszcze niewłaściwym. Fabuła dzieła charakteryzuje się jej brakiem. Na myśl mi przychodzi kontekstualność z Zaczarowaną dorożką Gałczyńskiego, gdzie wydarzenia wirują, powodując zawrót głowy. Aktorzy wnoszą scenografię na scenę, by końcem spektaklu ją zabrać ze sobą. Wyraźne, acz niekoniecznie zrozumiałe znaczenie na rozwój akcji ma kapelusz, który w dodatku nie działa, bo nie zarabia 100 zł. na dzień. Każdy wrzucony doń pieniążek, powoduje uruchomienie zatrzymanego czasu. Jakby Diabeł z Mistrza i Małgorzaty pokłócił się z Bułhakowem i wszedł w pakt z Niedźwiedzkim. I nawet jeśli w sztuce nie ma Małgorzaty, jest Mistrz, w którego za każdym razem wciela się inna postać sceniczna. To tak, jakby każdy miał swoje pięć minut w życiu na dokonanie czegoś niezwykłego i uświadamiał sobie ów fakt po jego przeminięciu. Spektakl wrze nienaganną ekspresją dykcyjno-wokalną. Aktorzy chrząkają, udają osła, mlaszczą, pojękują, realizując jakiś utwór pod dyktando dyrygenta. Ten z kolei opętany zostaje przez muchę, która usilnie próbuje pozbawić egzystencji. W dodatku nie udało się zdobyć atramentu dla leworęcznych i jeden z bohaterów zmuszony jest pisać prawą ręką. Aktorzy mówią wyraźnie z pełną chleba buzią, bo ponoć tak łatwiej się zrozumieć. W restauracji można skonsumować zupę makaronową z ryżem, gdzie pływa zegarek, aparat słuchowy i inne gadżety szefa kuchni. Świat na opak, cyrk współczesności przesiąknięty dogłębnie groteską. Atrament dla leworęcznych, pełen błyskotliwego i inteligentnego komizmu, przenosi widza w odległą rzeczywistość, gdzie triumfuje fantazja, niekonwencjonalność i wolność wyrazu. Swoiste muzeum ciszy logiki, gdzie króluje groteskowy pierwiastek natury ludzkiej. Magdalena Lis
|
















